Ryszard BAŁABUCH

Moje OWRP 2016



Czas upływa jak rzeka. Przyszedł w kalendarzu miesiąc lipiec i dwa tygodnie wędrowania. Rok temu w Siedlcach koledzy z Zamościa zaprosili na Roztocze.

Tradycyjnie trzy trasy: z Tomaszowa Lubelskiego, Biłgoraja i Janowa Lubelskiego. Mój wybór to trasa z Tomaszowa. Długo nie wybierałem. Dobry dojazd na start i moim zdaniem ciekawie zaproponowana trasa.

Nocleg wstępny na terenie zespołu szkolnego z przedwojenną tradycją. Zaskoczeniem nie tylko dla mnie była możliwość degustacji pierogów w formie mix ze skwarkami z boczku i surówka aktualna do pory roku. Całość pycha. Jeszcze kilkanaście osób też się zajadało. Inni próbowali na śniadanie, taka była siła reklamy tych co jedli dzień wcześniej.

Pierwsza odprawa i na trasę. Wyborów Szef dał kilka. Grupa, w której ja się znalazłem, wędrowała przez rezerwat "Piekiełko" i dalej szlakiem prowadzącym na zmianę po drogach i ścieżkach, a czasami i na azymut lub według podpowiedzi nosa. Ustalenia dokonywano po dyskusji. Teren i opady deszczu dawały zmianę tempa marszu. Udało się przeczekać nawałnicę pod gościnnym daszkiem altanki przy posesji. Miła właścicielka poświęciła swój czas na wywiad co to OWRP, skąd jesteśmy, jaka dzienna trasa i na dni dalsze, aż do mety. Zwiedziliśmy teren po byłym Obozie Zagłady - muzeum w Bełżcu. Jeden z kilku wyspecjalizowanych w masowym, taśmowym wynalazku III Rzeszy Niemieckiej na terenach okupowanych.

Dzień zakończony w Lubyczy Królewskiej też na boisku szkolnym. Ekipa uczestników powiększyła się o tych, co nie mogli być na starcie. Kilkanaście osób zaplanowało zobaczenie granicy Unii Europejskiej w Hrebennem i dokumentację - zaliczenie do swoich zdobyczy cerkwi na wzgórzu. Więcej pomaszerowało przez wzgórza do Werchraty. Nocleg na terenie przykościelnym po byłej cerkwi z możliwością zapewnienia potrzeb socjalnych dzięki uprzejmości Pana Dyrektora miejscowej szkoły mimo wakacji. Plus dla Szefa trasy.

Zaczęło się realne oglądanie terenów gdzie za czasów PRL były duże gospodarstwa rolne. Dla wielu było to zaskoczenie; nieuprawiane tereny szybko odzyskuje we władanie nawłoć i krzewy oraz brzoza. Jedna z koleżanek spostrzegła że wokół, po horyzont, nie ma śladów cywilizacji. Tak określiła brak linii energetycznych.

W leśnej głuszy odpoczywaliśmy w miejscu Pustelni Św. Brata Alberta. Na tym samym roztoczańskim wzniesieniu pozostałości schronów UPA. Dominująca w lasach sosna tylko trochę dawała ochłodzenie.

Następny dzień dreptania przez stację kolejową i "suchy port" z przeładunkami z torów 1524 - szerokich na 1435 - normalne. To była też atrakcja. Aktualnie port nie pracował. Po naszych torach kursuje kilka par pociągów do województwa podkarpackiego, z Bełżca do Jarosławia wersja szynobusów. W zalesionych wzgórzach Roztocza przy szlaku mijaliśmy umocnienia Linii Mołotowa. Wielu wędrowców te fortyfikacje zainteresowały i dopytywali się o możliwości ich zwiedzania na tym odcinku. Wiedzieli o nich, ale nie bywali tu. Znają fortyfikacje wzdłuż niemieckiej granicy na zachodzie i północy Polski. Ogrom założenia obronnego Związku Radzieckiego był im znany tylko z Googla. Chętnie by tutaj przyjechali na imprezy kilkudniowe. Na koniec dziennej wędrówki, można było ugasić pragnienie i pomodlić się przy źródle w Niwkach Horynieckich. Budowany jest kompleks dla pielgrzymów do wód z wielowiekową tradycją.

Uzdrowisko Horyniec-Zdrój było miejscem noclegu przy stadionie szkolno-gminnym. Toalety i prysznice w szkole na ful. Dalej program rajdu prowadził do Narola przez wyschnięte bagna w dolinie rzeki Tanew. W samym Narolu zaskoczenie: lokale gastronomiczne nieczynne jak moja grupa dotarła. Szkoda bo koledzy polecali miejscowe regionalne specjały. Zaopatrzenie w

sieciowych sklepach. Zwiedzanie miasteczka z bogatą historią i świątyniami wyznań dzisiejszego pogranicza. Organizatorzy załatwili wizytę w cerkwi. Nocleg przy stadionie z sanitariatami w kompleksie sportowym.

Wędrowanie doliną rzeki Tanwi, z wizytą w rezerwacie Szumy na Tanwi degustacja napojów U Gargamela, wiele fotografii szumów i wodospadu na Jeleniu. Obiadokolacja w lokalu gastronomicznym i wizyta nad Morskim Okiem. Pole biwakowe za miejscowością, ale woda i toalety OK.

Opady dawały się we znaki. Etap do Krasnobrodu przez wzgórze Wapielnia i klimatyczną miejscowość Szur - zwiedzanie galerii plastycznej z ciekawymi drogowskazami do niej. Fotografie we wnętrzach i oglądanie dopełniało atrakcje tego dnia.

Podwójny nocleg w Krasnobrodzie na terenie zespołu szkolnego. Można było wybrać się na Grody Czerwieńskie z wizytą u Gotów. Ja powędrowałem na cmentarz zapalić znicze na grobach babć i dziadka. Poprowadziłem do Kaplicy na wodzie - miejsca objawień i kościoła - sanktuarium Matki Bożej Krasnobrodzkiej. Przeglądnięcie listy uczestników letnich koncertów organowych, wizyta w muzeum i ptaszarni dopełniła całości zwiedzania.

Kolejnego dnia zwiedziliśmy kamieniołom i z wieży widokowej popatrzyliśmy na piękną okolicę Krasnobrodu, dzisiaj miasta i uzdrowiska. Posiłki zaproponowałem w lokalu gdzie bywam z grupami wycieczkowymi. Spacer w kierunku zachodnim do Józefowa przez kompleksy lasów Krasnobrodzkiego Parku Krajobrazowego to wspomnienie dojść i dowozów do i ze stacji PKP po wakacjach u dziadka. Stacji sąsiadującej obecnie z miastem Józefów - kolejnym miastem fundowanym przez ród Zamojskich. Miasto organizuje plenery rzeźbiarskie - byłem świadkiem takiego pleneru studentów z UMCS.

Wędrówka po terenie rezerwatu Czartowe Pole, wizyta w kamieniołomie - zrobił wrażenie na kolegach, a obok cmentarz byłych mieszkańców - Żydów. Wizyta w odbudowanej synagodze zakończyła dzień. Biwak przy schronisku PTSM.

Ciąg dalszy to wędrowania przez lasy Roztocza do Górecka Kościelnego. Pogoda zabezpieczyła, że się nie kurzyło. Biwak tym razem w warunkach polanowych przy zabytkowym kościele św. Stanisława B.M. Szef trasy zamówił mszę za Ś.P. Kol. Andrzeja Stróżeckiego z Zawiercia - wielokrotnego uczestnika OWRP. Frekwencja dopisała.

Posiłki serwowała Karczma nad Szumem. Część uczestników spała w hotelu. Przez szlak przy rzece Szum dotarliśmy do Roztoczańskiego Parku Narodowego. Podglądanie koników polskich i spacer arboretum do stawu Echo, kościół na wyspie - to atrakcje tego dnia. Obiadokolacja w miejscowym lokalu gastronomicznym. Biwakowaliśmy na terenie MOSIR z awarią sieci wod-kan.

Wędrówka dalsza do Szczebrzeszyna, tego od chrząszcza. Obowiązkowe fotografie przy owadach - starym drewnianym nad źródełkiem i nowym spiżowym przy ratuszu, do kompletu zwiedzanie kościołów św. Mikołaja i św. Katarzyny oraz synagogi - domu kultury i z zewnątrz soboru. Na drugi dzień ci, co nie pojechali do Lwowa, wędrowali po wąwozach lessowych i cmentarzach oraz po kilku pracowniach miejscowych artystów.

Poranek po dwudniowym pobycie do Suchowoli przez wioskę Wojda znanej z oporu miejscowych partyzantów przeciw wysiedleniom ludności podczas okupacji niemieckiej. Nocleg z grupą, która wędrowała z Biłgoraja. Wieczorne i nocne rozmowy.

Ostatni etap rajdu do Zamościa, już poza Roztoczem. Zwiedzanie miasta, zakończenie na terenie MOSiR. Koledzy zaprosili za rok w okolice Łodzi. Już się szykują.

Na zakończenie moje spojrzenie na wędrowanie na OWRP. Organizatorzy przygotowali bardzo ciekawe trasy. Stało się już tradycją, że niektórzy wędrują samochodami i rozbijają biwak nawet przed dowiezieniem sprzętu. Nowością na mojej trasie było chwalenie się zaliczeniem Rajdu bez rozbijania namiotu. Wielu uczestników chciałoby poznać te tereny przez kilka dni w wersji: jedna baza i podjazdy autokarem oraz dochodzenie do atrakcyjnych miejsc, obiektów. Może ktoś im da taką propozycję. Ja uważam że warto popróbować.

Ryszard Bałabuch - Puławy
Zdjęcia z OWRP: Stanisław Łuć



Artykuł pochodzi z wydawnictwa KTP ZG PTTK "Piechur" nr 54 (88) wrzesień 2016 r.

Aktualizacja: 2016-09-23